środa, 21 lutego 2018

Dlaczego Bóg niszczy homoseksualizm?

Hej,
tytuł i temat, jaki mam zamiar dzisiaj poruszyć jest dość kontrowersyjny, więc jeśli jesteś uczulony na tematy religijne lub nie lubisz czytać/rozmawiać na temat homoseksualizmu, to proszę, nie rób tego i nie szerz nienawiści w komentarzach, dziękuję :) 
Minął rok odkąd pisałam tutaj ostatni raz. Nie ukrywam, że sporo się zmieniło, jeśli chodzi o mój światopogląd, czy podejście do życia. Osiągnęłam pełnoletność, co jest dla mnie absurdem i nadal w to nie wierzę, jednak postanowiłam coś z tym zrobić.
Uznałam, że to idealny moment, aby powiedzieć mojej baaardzo religijnej babci, że jestem niewierząca. Nigdy się tym jakoś nie szczyciłam, a rozmowy o kościele, bierzmowaniu, modlitwie taktycznie omijałam. Kiedy babcia to usłyszała, to myślałam, że mnie wyrzuci z domu. Zaczęłam jej tłumaczyć, kim jest agnostyk i dlaczego nim jestem, jednak ona opowiadała tak absurdalne rzeczy typu: "Skoro nie widzisz szklanki, to nie wierzysz w jej istnienie?" i tego typu irracjonalne spekulacje. Mimo tłumaczeń, nie dała sobie wpoić, dlaczego nie wierzę w Boga, ale uznała, że On kocha wszystkich i kiedyś przejdę na tę "dobrą stronę." No właśnie problem w tym, że jednak Stworzyciel nie kocha wszystkich. Zniszczył Sodomę i Gomorę, co w dzisiejszym świecie byłoby środowiskiem LGBT. Dlaczego? "Bo związki stworzone przez Boga składają się z kobiety i mężczyzny", więc broń Boże (taktyczny zabieg językowy, hehe), aby było inaczej. Jednak dlaczego Bóg zabrania miłości wobec człowieka tej samej płci, czy obu na raz? Miłość to miłość, nie ważne do kogo i jeśli uczucie ma być potępiane, a zabójstwo w imię Boga chwalone, to gdzie tu sprawiedliwość? Mam nadzieję, że ten szalony świat w końcu pojmie, że to miłość do drugiego człowieka, nie ważne jakiej płci, jest najważniejsza w całym tym chaosie. Zostawiam Was z tym milionem pytań, które zawarłam w tym poście i będę szczęśliwa, jeśli wyrazicie swoje zdanie w komentarzu. Pozdrawiam cieplutko, 
Natalia.

sobota, 7 stycznia 2017

Pożeracz mojego czasu.

Hej
Sama jestem w szoku, że tak mnie ciągnie do pisania tutaj. Nigdy jeszcze nie miałam takiego popędu, żeby pisać tu tak często.
Każdy z Was ma jakąś pasję, na którą przeznacza każdą sekundę swojego życia, każdy zarobiony grosz. Jednych fascynuje muzyka, drugich moda, a trzecich podróże. Mój czas jest pożerany przez kartkę, ołówek, kredki, etc.
Od małego dziecięcia fascynowałam się faktem istnienia różnych rzeczy, bardzo ciągnęło mnie do pędzli (remonty w naszym domu zawsze były ciekawe), godzinami mogłam przypatrywać się najmniejszym szczegółom na każdej otaczającej mnie rzeczy. Jak byłam mała robiłam bardzo dużo zdjęć, co z resztą zostało do teraz. Lubiłam rysować, ale początkowo - jak każdy dzieciak - zostawiałam po sobie masę sprzątania i pobazgrane kartki. Z czasem zamieniło się to w pasję i aktualnie jestem w stanie przeznaczyć nawet kilkanaście godzin dziennie na rysunek/malunek. Nie tworzę czegoś wybitnego, daleko mi do poziomu wielkich artystów, ale tworzę dla siebie i dobrze mi z tym.
W 2016 (jeszcze trochę będę nawiązywać do zeszłego roku) spróbowałam wielu nowych technik, kupiłam pierwsze markery na bazie alkoholu, które pozwoliły mi na osiągnięcie jeszcze lepszych efektów. Spróbowałam malowania kawą, ale nic z tego nie wyszło [jak nalewałam wodę do szklanki, ona eksplodowała (nie mam pojęcia jakim cudem, fizyko, ogarnij tyłek) i ostatecznie się zniechęciłam]. Kupiłam pierwszy w życiu blok do akwareli i wzięłam się za naukę malowania nimi. Powiększyłam też swoją kolekcję kredek. Pobawiłam się w dotwork (sztuka, która polega na cieniowaniu i zapełnianiu obszaru pracy kropeczkami). Wzięłam udział w wyzwaniu Inktober. Udało mi się wygrać kilka konkursów plastycznych, z czego jestem bardzo zadowolona.
Mam nadzieję, że 2017 przyniesie równie dużo sukcesów, a teraz zostawiam Was z małym zestawieniem prac z ubiegłego roku, która podoba Wam się najbardziej?


A co jest Waszą pasją, czemu oddajecie się najbardziej?
Do następnego, Natalia

piątek, 6 stycznia 2017

2017, be better.

Hej
Piszę dość późno, kończy się w zasadzie szósty dzień stycznia, a tutaj nic się nie dzieje. Przecież to nie dlatego, że jestem cholernie leniwa, ależ skąd.
Koniec 2016 roku był dla mnie najlepszym okresem w całym czasie jego trwania. Ludzie, którzy mnie wtedy otaczali, pokazali, że jestem warta uwagi i zrozumiałam to dopiero w trakcie Wigilii klasowej. W gimnazjum wszyscy składaliśmy sobie tradycyjne życzenia i praktycznie nikt nie wpadał na coś oryginalnego, takiego spersonalizowanego. Tutaj, w technikum, jest inaczej. Czułam się jak z wielką rodziną. Przytulaliśmy, śmialiśmy się mimo przeszkadzającej odległości między stołami.  Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim, jak dawanie sobie na Wigilii klasowej prezentów, nie licząc losowania. Pierwszy raz dostałam coś więcej niż czekoladę i jakąś małą pierdołę, która kurzyłaby się na półce. Tutaj ludzie liczyli się z moimi słowami. Czułam się niesamowicie. Atmosfera była po prostu cudna.
Napisałam to w sumie tak, jakby chodziło mi o same prezenty. Nie. Po prostu chciałam zaznaczyć, że od czterech lat w końcu ktoś zapamiętał coś, co do niego powiedziałam, a nawet nie wiecie, jakie to cudowne uczucie. Nawet pisząc to, uśmiecham się i zbierają mi się łezki w oczach.
Sylwester był tak samo udany. Pierwszy raz od baaardzo dawna spędziłam go inaczej, niż siedząc przed komputerem w piżamie. Pracowałam jako kelnerka na imprezie sylwestrowej. Może wydać się dziwnym, że fascynuję się pracą w dzień, w który wszyscy imprezują, jednak była to swego rodzaju odmiana, żadna monotonia. Nie byłam tam sama, był ze mną mój chłopak. Spędziliśmy cudownego sylwestra razem, doświadczyliśmy czegoś nowego, najedliśmy się i jeszcze nam za to zapłacono. Żyć, nie umierać!
Czy mam jakieś postanowienia... Mam, ale nie będę ich tu wypisywać, za bardzo ingerują w moje prywatne życie.
Co teraz? Nadszedł 2017 rok, za tydzień mam siedemnaste urodziny, a w ogóle nie widać po mnie, żebym tyle miała; ani charakter, ani wygląd na to nie wskazuje. Trochę jak Ibisz. Nie mam zamiaru się zmieniać, chcę po prostu przeżyć ten rok jak najlepiej, a coś czuję, że z pomocą Stróża i osób z mojego otoczenia jestem w stanie to spełnić.

Ten post wyszedł jak jedna wielka kupa, ale co tam.

Jak Wy wspominacie 2016r., a jak planujecie rozpocząć kolejny?
Do następnego, Natalia.

niedziela, 18 grudnia 2016

Who am I?

Witam ponownie.
Dlaczego "ponownie", skoro to pierwszy post na blogu? Wcześniej prowadziłam tego bloga pod innym url, z trochę innym przeznaczeniem i z dodatkowym autorem, którego już tutaj nie spotkacie.
Życie potoczyło się trochę w negatywnym kierunku i bardzo ciężko jest mi o tym wspominać. Nie miałam już siły spotykać się z innymi ludźmi, a tym bardziej nawiązywać z nimi kontaktu w jakikolwiek sposób, dlatego blog "umarł". Niestety nadszedł rok szkolny i jego początek był fatalny. Nowi ludzie, których nie miałam ochoty oglądać, obowiązki, więcej pracy... po prostu ogrom wszystkiego zniszczył mnie jeszcze bardziej. Nie miałam czasu dla siebie, a tym bardziej na bloga. Porzuciłam nawet swoje pasje. Jednak zjawił się ktoś, kto podjął się wyzwania wyciągnięcia mnie z dna. Jak możecie się domyślić, wychodzi Mu to świetnie, znowu się do Was odzywam. Jestem Mu bardzo wdzięczna, jest dla mnie jak Anioł Stróż i mam nadzieje, ze nie postanowi rzucić mnie w kąt.
Czym mam zamiar teraz się tu zajmować? Przede wszystkim chcę Wam pokazać świat moimi oczami. Pokazać, jak taki dziwny "ktoś" reaguje na oddziałowujące na niego bodźce, sytuacje, słowa. Podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami, refleksjami, pomysłami i od czasu do czasu czymś, co wyjdzie spod mojego ołówka i zakręconej łepetyny. Mam nadzieję, że uda mi się Was przyciągnąć i zostaniecie ze mną na dłużej.
Trzymajcie kciuki za powodzenie tej małej cząstki Internetu. Trzymajcie kciuki za tę śmieszną istotę, która nią zarządza.
Do następnego, Natalia.